Nadzieja czy Beznadzieja… Od lat powtarzamy w Kościele za św. Janem Pawłem II,  że “Młodzi są nadzieją Kościoła…” Czy faktycznie prawda ta jest obecna w praktyce naszych wspólnot? Czy Kościół dzisiaj potrafi wyjść na spotkanie młodego człowieka?

Mam nieraz wrażenie, że praktykowane od dekad przygotowywanie dzieci, młodzieży ale i dorosłych, do przyjmowania sakramentów niekoniecznie owocuje wiarą i życiem zgodnym z Ewangelią. Wydaje się, że w Kościele też został odwrócony pewien ewangeliczny porządek: Pan Jezus nauczał dorosłych, a dzieci błogosławił (por. Mk 10,13-16); natomiast praktyka duszpasterska spowodowała coś odwrotnego: katechezę dla dzieci i młodzieży, a dla dorosłych błogosławieństwo przy różnych okazjach. Owszem ktoś może powie, że formacja duchowa prowadzona jest także poprzez homilie i kazania głoszone podczas Mszy świętych… Jednak i tu warto zauważyć, że wielu „słuchaczy” liturgii stwierdza, iż jakość głoszonych – jeśli nie czytanych – nauczań kaznodziejskich pozostawia ciągle wiele do życzenia. Co zatem z młodymi?

Nieustannie powstają nowe programy, które mają przygotowywać do przyjęcia poszczególnych sakramentów, z których z całą pewnością Bierzmowanie może przysparzać wiele trudności. Dobrze znana i nierzadko powtarzana jest ironiczna definicja Sakramentu Dojrzałości Chrześcijańskiej: „Oficjalne pożegnanie z Kościołem w obecności biskupa”. Czemu tak się dzieje?

Moim zdaniem powodów jest kilka: 1. wiek kandydatów – czy na pewno czternasto-, piętnastolatkowie przejawiają wystarczającą dojrzałość, aby przy współpracy z Duchem Świętym być świadkiem Chrystusa, szerzyć wiarę słowem i uczynkiem oraz bronić jej? (KKK 1285) 2. No właśnie – Duch Święty i Jego pomoc. Sądzę, że i tę kwestię należy rozważyć, odnośnie tego, czy formacja w wierze prowadzi do otwarcia serca na Ducha Świętego, który jest Osobą, tak jak i Jezus jest Osobą, i Bóg Ojciec jest Osobą... Pytanie czy szeroko praktykowane zabiegi duszpasterskie owocują spotkaniem człowieka z Osobą? Jeśli nie to wówczas wierzący staje się jedynie niewolnikiem zasad: to wolno… tego nie wolno… 3. W przekazywaniu wiary nie pomaga spychologia: od tego są księża, katecheci, inni… Z mojej praktyki duszpasterskiej wynika, że jeśli rodzice doświadczają żywej wiary, to taką wiarę przekazują swoim dzieciom – a to jest fundament, na którym można już coś budować. We wspólnocie, którą prowadzę od lat widać, że to działa – ale tylko dlatego, że akcent w formacji położony jest na spotkanie z Chrystusem – Osobą.

I ktoś znowu może powiedzieć, że to tylko garstka osób. Owszem, ale głoszenie Ewangelii zaczęło się od Dwunastu, którzy doświadczyli najpierw spotkania z Chrystusem, a następnie otrzymali moc Ducha Świętego.

Może warto się także głębiej pochylić nad praktykami duszpasterskimi, które nie powinny skupiać się jedynie nad wyborem medalika, książeczki, stroju do danej uroczystości, czy wyćwiczeniu właściwych zachowań… a i jeszcze nie zapominajmy o zebraniu wystarczającej składki… – to wszystko jest ważne, ale to nie jest istota. Niestety, w sprawach wiary nie wystarczy postawienie wymagań: tyle spotkań, tyle spowiedzi czy nabożeństw… tu potrzeba w pierwszej kolejności stawać się uczniem Jezusa, a następnie czynić uczniów, jak czynił to Chrystus. W nakazie Jezusowym w Ewangelii Mateusza czytamy: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody…” (Mt 28,19a) – i Kościół to czyni już od wielu pokoleń: naucza (!) i weryfikuje, czy chrześcijanin, katolik żyje dobrze, czy nie dobrze… A warto zerknąć do przypisu – a tam stoi: dosł.: „Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów”. I to jest zadanie, które dotyczy wszystkich ochrzczonych, zarówno rodziców, jak i katechetów każdego stanu. I teraz nie ma co szukać winnego zaistniałej sytuacji, raczej, należy się zapytać, jak ja mogę wpłynąć na to, aby wiara nie stała się tylko praktyką obrzędów, ale aby była rzeczywistością żywą i owocującą?

ks. Dariusz Lewczak SCJ