W wieku 66 lat zmarł nagle w Niemczech ks. Andrzej Frosztęga. Wierni parafii, gdzie pracował napisali, że jego odejście pozostawiło wielką pustkę.

O śmierci Andrzeja dowiedziałem się z jego profilu na Facebooku, kiedy ktoś 13 stycznia br. zamieścił czarne serca – emotki wyrażające smutek i żal. Niedowierzałem, że to chodzi o niego, bowiem dwa dni wcześniej widziałem go przy ołtarzu, wokół którego pełno muzykantów, a w ławkach parafianie w barwnych strojach, jak przystało na karnawał. A obok zdjęcia napisał: „Radość z narodzenia Jezusa trwa. Karnawał w pełni… Bogu dzięki, że ja jeszcze ciągle młody i to znoszę. Było bardzo fajnie i uroczyście”.

Odkąd Andrzej znalazł się w 2016 r. w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Dewangen (Badenia-Wirtembergia) w Niemczech, wierni z dnia na dzień coraz liczniej gromadzili się przy swoim nowym duszpasterzu. Andrzej był bowiem od lat seminaryjnych pomysłodawcą różnych przedsięwzięć i wulkanem energii. Był bardzo otwarty na współpracę ze świeckimi, towarzyski i tryskający optymizmem. Od razu dał się poznać z jak najlepszej strony parafianom w Dewangen oraz sąsiednich kościołów w Essingen i Fachsendfeld (w pobliżu Stuttgartu), które zostały powierzone jego duszpasterskiej pieczy.

Cenili go wierni, miejscowe władze, przedstawiciele innych wyznań, z którymi potrafił współpracować i modlić się. Wszystkie największe święta przygotowywał wspólnie z parafianami: dziećmi, młodzieżą, rodzicami i seniorami. Dbał o piękne dekoracje w kościołach, do czego miał smykałkę. A szczególnie troszczył się o to, by najważniejszym wydarzeniem była dla wszystkich Eucharystia.

5 stycznia br., jak co roku rozesłał kolędników misyjnych, którzy zbierali po domach tym razem datki dla biednych dzieci w Bangladeszu. Wcześniej przyjął ich na plebani, która nie mogła wszystkich pomieścić, a która zawsze była otwarta dla każdego. W Boże Narodzenie zorganizował Jasełka, podczas których kościół wypełniony był po brzegi.

Oglądając zdjęcia z różnych wydarzeń, na których dzieci i młodzi siedzą na posadzce, bo ławki zajęte, nasuwają się myśli, czy to aby na pewno dzieje się w Niemczech? Andrzej swym pogodnym usposobieniem zdobył serca ludzi i stworzył żywy Kościół, który gromadził wokół ołtarza. Zapraszał do niego zwłaszcza dzieci i młodzież, by razem z nim byli blisko Chrystusa podczas Mszy św., a ministrantami zostawali także rodzice.

Bardzo dużo uwagi poświęcał przygotowaniom dzieci do pierwszej Komunii św. i młodzieży do bierzmowania. Zachęcał małżonków do świętowania swoich jubileuszy, pamiętał o seniorach, z którymi pielgrzymował do różnych sanktuariów. Odprawiał nabożeństwa przy krzyżach i kapliczkach maryjnych w czasie których śpiewano „Czarną Madonnę” także po polsku. W kościołach organizował koncerty orkiestr i chórów, które często miały charakter charytatywny, m.in. pomocy hospicjum. Brał udział w wydarzeniach i piknikach urządzanych przez miejscowe władze. A w jubileuszowym Roku Nadziei 2025 był ze swoimi parafianami w Rzymie.

Zanim w 2016 r. został proboszczem w Dewangen przez 5 lat pracował w innych niemieckich parafiach, min. w Wiesensteig, a od 2000 r. w malowniczych krajobrazowo miejscowościach doliny górnej rzeki Enz  w południowo-zachodnich Niemczech. Do Niemiec trafił z Austrii, dokąd pojechał z ks. Antonim Ulaczykiem w 1997 r., i gdzie pracował jakiś czas w Wiedniu, a potem został proboszczem w parafii Altenmark-Thenneberg w archidiecezji wiedeńskiej.

Sercanów Andrzej poznał przez tatę ks. Zbigniewa Kierpca w Kętach, gdzie po ukończeniu Techników Elektrycznego, jakiś czas pracował w Zakładzie Metali Lekkich. Do postulatu we Florynce zgłosił się razem ze Zbyszkiem, a nowicjat zakończył złożeniem pierwszej profesji w Pliszczynie 26 września 1982 r.

Natomiast po święceniach, które przyjął w Stadnikach 11 czerwca 1988 r. z rąk bpa Stanisława Smoleńskiego, jakiś czas był wikariuszem w Węglówce i odpowiedzialnym za tutejszy dom rekolekcyjny, a następnie został ekonomem w stadnickim seminarium.

Na wieść o jego śmierci pojawił się komunikat, że wierni parafii w Dewangen, Essingen i Fachsenfeld opłakują swojego proboszcza, a jego odejście pozostawiło wielką pustkę. Czytamy też, że wszyscy są wdzięczni za jego troskę duszpasterską, bogactwo pomysłów, ciepło i poczucie humoru. I ostatnie zdanie: „ Z wdzięcznością wspominamy jego pracę. Sprawowanie Eucharystii i przekazywanie wiary zawsze stanowiły główny element jego posługi kapłańskiej”. To piękne świadectwo ludzi, pośród których był prezbiterem.

 

Ks. Andrzej Sawulski SCJ

[zdjęcia: Internet]