Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!». [Mt 13,1-9]

 

Żyzna ziemia to serce, które potrafi słuchać. Nie tylko słyszeć, ale słuchać całym sobą. To serce, które rozważa Słowo Boże, konfrontuje z Nim swoje codzienne decyzje i pozwala, by to Bóg miał ostatnie słowo w każdej dziedzinie życia.

Kluczowym słowem jest tutaj: wytrwałość. Boża rola nie przynosi plonów w pięć minut po zasiewie. Potrzeba czasu, potrzeba cierpliwości, potrzeba przetrwania jesiennych deszczy i zimowych mrozów. Świętość nie jest produktem instant. To proces codziennego obumierania dla własnego egoizmu, by mogło w nas żyć Słowo Boga.

Siewca przeszedł dziś obok nas. Ponownie rzucił obfite ziarno swojej miłości i swojego Słowa. Ono leży teraz w naszych sercach.

ks. Artur Makara SCJ