Glisne, najmniejsza wspólnota archidiecezji krakowskiej i prowincji polskiej księży sercanów przeżywała 23 sierpnia br. doroczne Dożynki. Dziekczynieniu za plony ziemi przewodniczył ks. infułat Jakub Gil
„Błogosławiona cisza wieczornej godziny, gdy już ustają trudem znużone ramiona, Gdy pod ciężarem snopów skrzypią wozów dzwona, a koła żłobią bruzdy głębokie wśród gliny. Wtedy nagrodę bierze każdy trud człowieczy, ziemia swą wdzięczność daje za znój ludzkiej pieczy. Kto pracował w winnicy, nie jest bez zapłaty. Wtedy bezczynna dusza moja krzepi ręce na twardy trud i marzy dożynkowe wieńce i jakiejś wielkiej pracy zbiór bujny, bogaty…” Tak koniec lata i czas żniw widział Leopold Staff, jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku.
Od tamtych czasów wiele na polskiej wsi się zmieniło….nie skrzypią już pod ciężarem snopków „wozów dzwona”, bo dziś, nawet u nas, w górach, snopków nie uświadczysz, a do stodół zwozi się już ziarno wymłócone na polach i koła nie żłobią już „bruzd głębokich” w glinie, bo drogi, nawet te do pól, nie są najgorsze….pozostaje ino „trud człowieczy”, niezmienny od wieków.
Niedzielny poranek na Glisnem był, jak pisał Staff, chwilą w której „ziemia swą wdzięczność daje za znój ludzkiej pieczy”. Gospodarze i Gospodynie z os. Liszki w uroczystym i barwnym korowodzie, z radosnym i głośnym śpiewem, oznajmili gliśniańskiej dziedzinie, że „zbiórki” zakończone, że kłosy ze ścierniska wyzbierane, a teraz przyszedł czas dziękczynienia Bogu za dary ziemi, tu pod Luboniem kamienistej i nie tak urodzajnej, jak chcieliby tutejsi gazdowie, ziemi, która urodzi, ale wymaga ludzkiej troski i pieczy.
Do dożynkowej Eucharystii było jeszcze daleko, a od Lubonia słychać już było góralskie skrzypki, basy i akordeon i niosące się po pustych o tej porze polach, zagórzańskie śpiewanie….to ku gliśniańskiej świątyni podążali, odziani w barwne, regionalne stroje mieszkańcy os. Liszki. Ostatni raz szli z dożynkowym wieńcem tą drogą…9 lat temu, bo zwyczaj tu taki, że każde osiedle, a ma ich Glisne dziewięć, szykuje Dożynki samodzielnie i zanim w „dożynkowym kalendarzu” znowu będą u samej góry, minie kolejnych 9 lat, bo na swoją kolej czekają, Krupy i Kołbony, Michalaki i Kiece, Rydzonie i Tatki, Biedaki i Uchryny!
W progu niewielkiego kościółka dożynkowy orszak powitali wspólnie, rektor ks. Andrzej Sawulski i gliśnianin z urodzenia ks. Jakub Gil - wadowicki infułat i przez 13 lat proboszcz papieskiej parafii, zaproszony przez duszpasterza najmniejszej wspólnoty dekanatu mszańskiego na Dożynki pod Luboniem.
Po serdecznym powitaniu, barwny korowód, z muzyką i śpiewem podążył ku ołtarzowi. Okazały wieniec z czterech zbóż i polnego kwiecia spoczął tuż przed ołtarzem. Kłosy pszenicy, jęczmienia, żyta i owsa „otuliły” osadzoną w samym centrum misternego dzieła gospodyń z os. Liszki, Czarną Madonnę. Położone u stóp ołtarza plecione kosze, pełne były darów ziemi z tego roku – dorodnych warzyw i owoców, były miody i mszalne wino, a także pięknie uwędzona kiełbasa, urodziwy boczek, salceson i kaszanka. Nad pięknym wieńcem i darami ziemi główny celebrans odmówił błogosławieństwo, a wszystko co przynieśli mieszkańcy os. Liszki i oni sami, zostało obficie skropione święconą wodą.
Raduje się serce, kiedy ta mała wspólnota gromadzi się wokół ołtarza i odpowiada na zaproszenie swojego duszpasterza. Jak przytomnie zauważył proboszcz, os. Liszki stawiło się w komplecie na swoich Dożynkach. Cieszyły oko piękne stroje, a ucho góralska muzyka, zaś podniebienie, ale to już po dożynkowej Mszy, buchty z kruszonką i śliwkami, powidłem i takie proste, drożdżowe bez fajerwerków.
„Liszki” na czas Dożynek postarały się nawet o „muzyczny transfer”….z Mszany Dolnej. Dwie młode mieszkanki Glisnego, grające na skrzypcach i basach, wsparł swoją wirtuozerią na akordeonie, Kaziu Antosz ze Słomki. Młode damy w góralskich strojach postarały się, by mszalne czytania w należyty sposób dotarły do wiernych. Pięknie też wybrzmiał psalm responsoryjny i specjalnie przygotowana na tę okoliczność, modlitwa wiernych.
Rodak w infule wołał podczas homilii: „….ręce gliśniańskich rolników są błogosławione, bo dały nam chleb potrzebny do życia tu na ziemi, podobnie jak dłonie samego Chrystusa, który podczas każdej Mszy św. daje nam Chleb potrzebny do życia wiecznego”
Ks. Jakub Gil zachęcał swoich rodaków do nieustannej wdzięczności za ten mały Dom Boży pod Luboniem, którego 50-lecie obecności Glisne będzie świętować jesienią przyszłego roku. Wspominał, jak bardzo jego samego i pozostałych trzech kapłanów pochodzących z tej wioski, księży Tadeusza Michalskiego, Józefa Karpierza i Jana Franczaka, smuciło, że gliśnianie muszą ponad 7 km. chodzić na piechotę do najbliższego kościoła. Wołał, by jego rodacy dbali o to święte miejsce, by znów nie musieli tak, jak on sam i jemu współcześni, w skwarze i na mrozie, w deszczu i śniegu, chodzić, a dziś już jeździć, do sąsiednich parafii na niedzielną Eucharystię. Przywołał postaci nieżyjących już mieszkańców Glisnego, Józefa Susia i Stanisława Karpierza. Pierwszy, wraz z sąsiadami wypalił tysiące cegieł, drugi oddał wspólnocie Księży Sercanów…fundamenty pod dom, który miał zamiar tu budować. Pomimo sprzeciwu i szykan lokalnej i nie tylko, ludowej władzy, wybudowano dom dla kapłana, a był nim ks. Józef Karpierz i nade wszystko, tak pomyślano o części przyziemia, żeby tu mógł „zamieszkać” już na stałe….sam Chrystus. I tak się stało i tak jest po dziś dzień!
Ks. Andrzej Sawulski zachodzi w głowę, przybywa mu siwych włosów, bo okazały Jubileusz tuż, tuż….będzie sam krakowski metropolita, kard. Grzegorz Ryś, będą najwyżsi przełożeni Sercanów, przyjadą kapłani-rodacy, ks. Jakub Gil i Jan Franczak. Niby jeszcze sporo czasu, ale kilka miesięcy „ukradnie” zima, a pracy tę maleńką wspólnotę czeka sporo.
Ksiądz rektor porwał się na śmiałe wyzwanie – chce na „złote gody” gliśniańskiej wspólnoty położyć w miejsce zdezelowanych betonowych płyt przed kościołem, piękną kostkę. Roboty mają się zacząć lada dzień….czy Glisne samo podoła temu zadaniu?
Patrząc na zaangażowanie miejscowych, na ich silne więzi z parafią i swoim pasterzem, wierzę że tak! Że się uda i na 19 września A.D. 2027 wszystkie plany, z Bożą pomocą, zostaną domknięte na przysłowiowy „ostatni guzik”, bo Glisne choć małe, to serce ma wielkie!
Tekst i zdjęcia: Tadeusz Filipiak